Przejdź do głównej zawartości

lamentownicy i lamenciarze

Rozśmieszają, bo jeśli nie łkają to ze źle skrywaną złością zagryzają języczkiem (zaproszenie na Krakowskie, by pokonsultować, kusi) i tylko marudzą, labidzą. Że na działalność MKiDN, nikogo już nie dziwi, więc co to za odwaga taka?

Przy okazji na lewicy podziały, obłuda i zgrzytanie zębów... Bez rozliczenia błędów i wypaczeń ni chuja, jak mawiają ich towarzysze radzieccy... Na miejscu poniektórych bym zaraz do Wandy, co nie chciała; ona przygarnie - od stalinówki wygarnie, ale, że sposób widzenia zależy od miejsca siedzenia, to jeszcze, komuchy, możecie się załapać: nie zawsze tam będzie dr Kencki, by wam w sam nos łokieć zgiąć... Tyle waszych demoludowych, załganych szachrajstw i lemingozy!

Z panią magister im się rypnęło, a przecież tak skrupulatnie się zwołali, kontakty pouruchomiali - "Agniesia jesteś przeciw Kaczorowi z nami?" - i policzyli, Grzegorze Dyndały.
Więcej ich macocha hipokryzja (jak po Maciusiu, to konkurs, a po opluwającej, tylko sukcesja) i brukselskie zamówienie antyrządowe nie miała? Popierających kumoterkę i znajomości własne? Ilu was, no ilu, do pieczenia puczu? Ciamajdanu zachciewa?  
W sam raz mają jakąś jedną trzecią, z tego samego kalibru, co kiedyś list, że teatr jest tam coś tam, coś tam... Był! 
A kodziawerka się starzeje. 
Ile się można trzymać pod parą, podskakiwać pod latarnią z różą w zębach i liczyć na pijaka Junckersa, no ile? Może byście się ujawnili z wpływami? Wasz profesor K. już farbę frustracji popuścił, bo do głowy nie przyszło, że o sobie, osobiście. Pars pro toto! Ale zawsze publiczna kompromitacja i nerwy na wierzchu. Co byście nie wywrzasnęli, to i tak prawdziwymi intencjami dupnie. Słoma z butów sama... To widać, słychać i czuć!

Tadeusz Kwinta w "Pod Baranami" nucił o takim Wiśniewskim. Ja się zadowolnię Majcherkami, braciami, z Drewniakiem na przyprzążkę, jako egzempla(rza)mi... A co tam, nich im.

Wojciech to poleciał nawet po anglijski: "I will be with you again", ze słońca Peru i repertuaru wokalisty, który tamtemu fundował piątkę nad nią, to znaczy koszulinkową "demokracją" 
w organie, do którego władz ich nikt, "rwów kulszowych", wybierać nie musiał, bo ten cały Związek Sowieckich Republik Europejskich tylko bierze przykład. I funduje lewackim oszołomom lewiznę.
Wojciech się zakablował, bo przecież już Agnieszka ziała, że ma 
być tak, jak było, a nie jakieś tam wybory dla plebsu, skoro "elyta" sobie siebie zapotrzebowuje... I powróżył, iż "będzie o to mnóstwo krzyku...". Uczona figura. W telewizji, to się i naumiał, jak to się robi w gorszym sorcie. Głupota jest matką uporu (przysłowie polskie). Potem to już leciał szlagwortem o "środowisku" będąc w stanie wyliczyć tylko znajomych i krewnych królika pod wezwaniem Towarzystwa Adoracji Wzajemnej, w skrócie: TeAWu.   
U nich to zresztą norma: wychowani po radziecku przywykli do bycia kupą i by w związku ich było na wierzchu... Tiepier, "na razie widzimy tylko ich nadąsane miny", ale kto wie, co tam, sturba ich suka, z ichniejszą rewolucyjką uliczniczą? Zachciewawszy, a w wyborach tylko po dupie zbierwszy!
Brat jego starszy szczerszy: "Kolka wam w bok na Nowy Rok!" Tak sobie rymnął, palicem po klawiaturze i swój - do swego po swoje pobiegł (komitet centralny z biurem bywszo-rządzących partii do loży i na torta po Sewerynie sprosił; ale nie by dać w pysk, o nie, raczej się w pasie zgiąć i o konstytucjonalności pogaworzyć; ot, salonowcy, a nie przydupniki? Tak tylko zapytuję).
O, jęknął, stęknął i od marszału Struziku do Glińskiego po dotacyją z kapeluszem w koperczaki! Opozycyjne opcje...
Takie to mają nosa na konfitury. Wiedzą, gdzie dają i żeby nóżki nie nadstawiały, to nie. 
Bo na przykład Łukaszyna Drewniakowski już w ogóle się nie kryje, nawet nie pyszczy demokratyzująco, tylko prosto z mosta o "mocniejszej pozycji przetargowej w kwestiach personalnych".
I cały czas, rebiata (bo nie powiem moładcy), tylko o to Wam biega: o pozycję w personalnych...

Myślicie, że tego nie widać?

PS
z taką ich opozycyjną skutecznością to z nimi ani konie kraść, ani pani magister kasy dać skroić, no, bo jak? Tylko prezesowi władzę na w nieskończoność... 
Nie chciałbym zapeszać, ale nie zdziwię się, jak będą się z dnia na dzień zagwazdrywać i ubzdryngolać.



do czynnika:
W związku z publicznymi enuncjacjami redaktora Łukasza Drewniak: "Buchwald zostaje w placówce, schowana gdzieś na tylnym siedzeniu" (teatralny.pl z 7.01.2019) i prawem do informacji publicznej (Dz.U. 2001 Nr 112 poz. 1198

USTAWA z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej) uprzejmie proszę o odpowiedź jaki jest obecnie status 
mgr Doroty Buchwald w Instytucie Teatralnym im. prof. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie?
z poważaniem
Jacek K Zembrzuski

https://www.facebook.com/oko.press/videos/1467669690035069/

Komentarze

  1. moim "czarnym koniem" przy NAPRAWIANIU Instytutu Teatralnego, oprócz sprawdzonych mistrzowskich mędrców, jak Lech Majewski, Włodek Staniewski (ba, znacie bardziej pominiętych przez Buchwald?), Dariusz Karłowicz, Antoni Libera, profesorowie Nalaskowski i Łuczak etc miał być BOGUSŁAW JASIŃSKI, doktoryzowany w PAN, filozof, wykładowca (pierwszy po Janie Kottcie Polak) m.in. na Stony Brook University, New York, reżyser i autor niezliczonej ilości książek, z których czytam dopiero piątą: "Po drugiej stronie życia (wyd. Ethos)", z którego Benthamowskim ("Panopticon") bohaterem mogę się utożsamić, bo Autor dla opowieści używa swej rozległej wiedzy, a nie odwrotnie: jak w IT - dla władzy i pieniędzy pseudo-wiedza ubrana w rzekomo naukowy język... Prowadzi mnie po "teologii więzienia", a nie chce zniewolić frazesem "równości", "emancypacji" i "wyzwolenia" (np. "cipki z patriarchalnej opresji") uprawianego w Buchwaldowym okopie marksistowskiego złudzenia (kulturowego) tak skutecznie, że minister konserwatywnego rządu za to płaci (nie przymierzając jak Sewerynowi, czy Strzępce i Brzykowi). Rozumim, pane Havranku, demokracja...
    Ale i wybory... I tu czarno widzę: Majcherek, Kosiński się podobno z wozu, Krakowska z Duniec za pan brat ze Stokwiszewskim, Pawłowski Romek and co nie śpią, i już przebierają poparciami.
    Żyjemy w ciekawych czasach. A jak długo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacek Zembrzuski
      37 min
      właśnie ujawnione na e-teatrze protokoły z konkursu na dyrektora Instytutu Teatralnego (same w sobie bezwartościowe) rzucają nowe światło na jego wynik.
      Dyr. Komar-Morawska wycofując się uczciwie z mojego posłuchania zachwiała rachunkiem (!), który by miał rozstrzygać w głosowaniu, chyba, że "NIEROZSTRZYGNIĘCIE" było z góry założone...
      Inaczej, w głosowaniu brałoby udział siedmioro członków Komisji wypowiadając się tylko o trojgu kandydatów, a kandydat czwarty, czyli ja, mógłby być głosowany tylko przez sześcioro komisjantów, bo siódma wyszła... Więc, nie polityka, a matematyka rozstrzyga, że taki wynik byłby bezprawny!
      Chyba, że na drugim posiedzeniu, ale p r z e d przesłuchaniami, po oświadczeniu K-M powodującym opisywany efekt rachunkowy Szanowna Komisja już WIEDZIAŁA, co postanowi (?) Stąd twierdzenia, że "żaden program nie zasługiwał" niekoniecznie zasługuje na wiarygodność (a wyprzódki prezesów świadczą nie o udziale w wyborze - bo tego mogło w sposób w pełni świadomy nie być - tylko o robieniu sobie alibi przed częścią swego środowiska)...
      Co nie oznacza, że Komisja nie miała prawa tak chcieć, czy postąpić.
      Pytanie, czemu "nie zwrócili biletu" ministrowi przed rozpoczęciem przesłuchań - w tej sytuacji jawiących się jako fikcja - tylko po odegraniu przedstawienia?
      Jeśli się mylę (bo jeśli nie to gratuluję aktorom przekonującego grania), chętnie posłucham interpretacji już znanych faktów: że "nikt" nic i "żaden" etc.
      Czyli, trzeba konkurs anulować i albo ogłosić nowy, albo - LEPIEJ - poprosić pana ministra, by wreszcie zechciał wziąć odpowiedzialność i mianował sam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

A(n)da - to nie wypada, czyli zwierzenia celebrytki

  Anda Rotenberg: "Schyłek (Dziennik 2019-2020" Ada - to nie wypada: tak KOD-ziawerzyć, łgać i wmaślać się       w tylne częścią ciała możnym tego PO-lszewickiego zadupia, udając uparcie, że to tylko właśnie śtuka i Jewropa, o ciągle tak samo modnych, w pewnych kręgach, pochodnych, kontaktach  i znajomościach. Po co to kupiłem - 450 stroniczek najczęściej w czerwonych barwnikach z Vogue'a - ktoś zapyta? I słusznie: to  c e l e b r y c k a  makulatura, ale ja już tak mam, że lubię wiedzieć,     co pika na tych salóónach u przeciwnika - nie żeby mojego sortu, po prostu braku rozumu    na swoim miejscu, a nie na sprzedaż i do kupienia, gdy nastaje koniunktura... A właśnie się spełnia: obraz świata, pseudo  a k s j o l o g i a  tego towarzystwa (adoracji wzajemnej), zatem listkę wymienianych przyjaciół, przyjaciółek i przydupników warto zachować dla przyszłych pokoleń, jako przykład, jak może upaść "entelygencj...

WRESZCIE!

Czyli o WYJCACH... już mówiłem: ci odlatują, ci zostają. Wnioski składane przez kandydatów muszą zawierać: Oświadczenie, że kandydat nie był skazany za przestępstwo popełnione umyślnie oraz, że nie toczy się przeciwko niemu postępowanie karne. Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi: ,, § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Więc na Jazdowie wielkie poruszenie: miast "demokracja" i "konstytucja" - "1300" wołają! I Kali się kłania... Hipokryzja tego towarzystwa adoracji wzajemnej sięga bruku i (po)pisuje od spodu o "króli(czce)ku" krewnych i znajomych jego.  W tych jękach nawet coś o Mundialu, czyli "haratanie w gałę" za uszami się utrwaliło. Krowa by się uśmiała. Monika Strzępka z Pawłem Demirskim (jak nie potrafią na gitarze) już piszą Requiem na utratę? Ku pocieszeni...

Polityczna poprawność, czyli jak literacki k i c z podnieca naszą zlewaczałą Warszawkę u Warlika

Stado baranów - nie wiedzieć czemu - przyświeca z projekcji na ścianie - czyżby samokrytycznie (?) ostatniej premierze Nowego (choć propagandowo przestarzałego) Teatru o Elizabeth Costello dla warszawskiej snobizerii z Palik(mi)otem i PO-lszewickim czyścicielem w prokuratorii na widowni. Stolyca się bawi! Nieistniejąca postać w publicystycznej rozprawce rodem z filozofijki niejakiej Grety Thunberg inscenizowanej jak dziennik telewizyjny: obrazek plus polityczny komentarzyk - oczywiście pod nowymi rządami. Teatru i dziania się w tym jak na lekarstwo, za to postępową - przodem do przodu, a jakże - ideologijkę serwują pełnymi garściami. Grafomania tej g ł u p o t y ściga się z nudą , ale nie przestaje trzymać ręki na pulsie modnego zaangażowania w jedynie słusznej sprawce... I o to w tej politgramocie chodzi. Obywatel-widz ma być uświadomiony do spodu, co w Eurokołchozie piszczy i spływać z prądem wytycznych. Prezentują dekor, który znamy do przesytu, lodow(at)e projekcje z recyklingu i...